Wojskowy transport 24-letniej Klaudii Uciechowskiej z Pekinu stanowił nie tylko misję ratunkową, ale również ćwiczenie, które jest obligatoryjne dla pilotów wojskowych. Według ustaleń „Rzeczpospolitej”, zgoda na wykorzystanie boeinga z puli nalotów została wydana przez samego premiera Donalda Tuska.
Premier Donald Tusk osobiście zezwolił na sprowadzenie chorej Polki z Chin
Izabela Kacprzak
Z niniejszego artykułu dowiesz się:
- W jaki sposób połączono misję ewakuacyjną z obowiązkowym szkoleniem pilotów wojskowych.
- Na podstawie jakich przepisów premier udostępnił samolot zarezerwowany dla najważniejszych osób w państwie.
- Co stanowiło największe wyzwanie logistyczne i prawne związane ze sprowadzeniem chorej z Pekinu.
Sprowadzenie 24-letniej Polki, studiującej dziennikarstwo w Pekinie, która od połowy kwietnia przebywała w poważnym stanie w szpitalu w chińskiej stolicy z powodu rzadkiego powikłania po stwierdzonym potworniaku jajnika, było przedsięwzięciem o dużej złożoności logistycznej i prawnej. W tym wielodniowym procesie uczestniczyło polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz wojskowi attache w Chinach. „Rzeczpospolita” poznała szczegóły tej operacji.
Reklama Reklama
Transport wojskową CASĄ, ze względu na dystans do Chin, był w tej sytuacji niewykonalny
Zaangażowane w nią były nie tylko Ministerstwo Obrony Narodowej, które udostępniło wojskowych lekarzy i medyków z Zespołu Ewakuacji Medycznej 8. Bazy Lotnictwa Transportowego w Krakowie (pacjentka była w śpiączce), ale także premier Donald Tusk. Wydał on zgodę na wykorzystanie rządowego Boeinga 737, który jest przeznaczony dla czterech kluczowych postaci w państwie (Prezydenta RP, Premiera oraz Marszałków Sejmu i Senatu). 8. Baza Lotnictwa Transportowego dysponuje bowiem wyłącznie samolotami CASA. Lot nimi, ze względu na znaczną odległość do Chin, był w tej sytuacji niemożliwy. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, CASA musiałaby wykonać nawet pięć międzylądowań w celu tankowania paliwa, aby dotrzeć do Pekinu. Lot Boeingiem trwa 14 godzin.
Powrót chorej Klaudii z Chin do Polski
Transport ciężko chorej studentki z Wałbrzycha był – jak zaznacza w rozmowie z „Rz” Janusz Sejmej, rzecznik ministra obrony – misją ratunkową, w której często uczestniczy 8. Baza Lotnictwa Transportowego z Krakowa. – Nie afiszujemy się z tym, ale samoloty CASA wykonują specjalne loty, na przykład z sercem przeznaczonym do transplantacji – dodaje Sejmej.
Społeczeństwo Koniec ewakuacji medycznej z Chin. 24-letnia Klaudia jest już we Wrocławiu
Specjalny samolot z Pekinu, którym przetransportowano 24-letnią Klaudię z Wałbrzycha, wylądował we Wrocławiu w środę po południu. Wymagająca transportu medycznego…
Lot do Chin miał również charakter treningowy, wymaganego dla pilotów wojskowych, a także personelu medycznego, w ramach misji ratunkowych – dowiedziała się „Rz”. Jest to zgodne z Regulaminem Lotów Lotnictwa Sił Zbrojnych RP, Instrukcją Organizacji Lotów w Lotnictwie Sił Zbrojnych RP oraz przepisami dotyczącymi wojskowego transportu lotniczego. Loty treningowe służą utrzymaniu wymaganych kwalifikacji i gotowości bojowej. Piloci wojskowi muszą je regularnie realizować, aby zachować tzw. nalot i uprawnienia. Generalnie tego typu loty, głównie tzw. puste, odbywają się do państw europejskich. Z tego względu oszacowanie kosztów tej konkretnej wyprawy nie jest możliwe.
Nie afiszujemy się z tym ale 8 Baza Lotnictwa Transportowego wykonuje specjalne loty, na przykład z sercem przeznaczonym do transplantacji
Władysław Kosiniak-Kamysz, minister obrony narodowej, opublikował w środę po południu wpis na platformie X: „Dziękuję wszystkim zaangażowanym w organizację tej pomocy – majorowi lek. Marcinowi Kunickiemu wraz z wojskowymi ratownikami medycznymi z Zespołu Ewakuacji Medycznej 8 Bazy Lotnictwa Transportowego #Kraków oraz załodze samolotu specjalnego z 1 Bazy Lotnictwa Transportowego #Warszawa”
Premier Donald Tusk użyczył swój samolot
Misja do Chin po chorą Polkę odbyła się rządowym samolotem za zgodą premiera – nie był to lot o statusie HEAD, mimo iż pilotowali go piloci wojskowi z Warszawy. Dlaczego?
Loty przeznaczone dla najważniejszych osób w państwie (tzw. loty HEAD) posiadają określoną roczną pulę takich startów i w ramach limitów nalotów są realizowane przez Siły Powietrzne Wojska Polskiego – obsługiwane przez 1. Bazę Lotnictwa Transportowego w Warszawie. Jest to uwarunkowane przepisami. Instrukcja dotycząca lotów HEAD precyzuje, że „Minister Obrony Narodowej określa, w uzgodnieniu z dysponentami limitu nalotu, roczne granice wykorzystania wojskowego specjalnego transportu lotniczego na potrzeby kluczowych postaci w państwie, w ujęciu godzinowym”. Z dostępnych nam informacji wynika, że premier udostępnił godziny z własnej puli nalotów na tę wyjątkową misję. Punkt 14 tej instrukcji stanowi: „W szczególnych sytuacjach, uzasadnionych potrzebą udzielenia pomocy humanitarnej, żywotnymi interesami lub zobowiązaniami międzynarodowymi Rzeczypospolitej Polskiej, z wojskowego specjalnego transportu lotniczego mogą korzystać, w ramach przyznanych limitów wykorzystania wojskowego specjalnego transportu lotniczego, również osoby inne niż wymienione w ust. 12 i ust. 13. W takim przypadku Minister Obrony Narodowej uzgadnia z dysponentami limitu nalotu, w ramach którego dysponenta limitu będzie realizowany lot”.
Polityka Prawo i Sprawiedliwość utajnia loty VIP
Nowe prawo uniemożliwi społeczną kontrolę nad tym, kto podróżuje z najważniejszymi osobami w państwie. Opozycja: to przykrywka.
Jak zaznaczył wiceszef MSZ Władysław Teofil Bartoszewski, największym wyzwaniem operacji były chińskie procedury administracyjne. Należało uzyskać m.in. zgodę na bezpośredni dojazd karetki do samolotu oraz koordynację działań z lokalnymi władzami. – Wszystko przebiegło perfekcyjnie, z zegarmistrzowską precyzją – ocenia Janusz Sejmej. Polska musiała również uzyskać pozwolenia na przelot w pięciu krajach.
Leczenie Klaudii Uciechowskiej było długotrwałe i kosztowne
Klaudia Uciechowska została przewieziona do 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. W piątek jej stan określano jako stabilny, jak poinformował rzecznik placówki.
Kobieta ukończyła w Polsce studia licencjackie z sinologii. Następnie wyjechała do Pekinu, aby kontynuować naukę. Niemal dwa miesiące temu trafiła do szpitala, gdzie zdiagnozowano u niej niezwykle rzadkie powikłanie potworniaka jajnika – autoimmunologiczne zapalenie mózgu, które pociągnęło za sobą kolejne komplikacje, w tym zakrzepicę. Kobieta posiadała ubezpieczenie, jednak wielotygodniowe leczenie okazało się droższe niż pokrywał ubezpieczyciel. Rodzice Klaudii prowadzili w Polsce zbiórkę pieniędzy na jej leczenie w Chinach. Obecnie, jak przekazała jej matka, zebrane fundusze zostaną przeznaczone na kosztowną rehabilitację w kraju.
