W dużych miastach przybywa incydentów z udziałem dzików

– Ekspertka informuje „Rzeczpospolitą” o nagromadzeniu się okoliczności, które prowadzą do gwałtownego wzrostu populacji dzików w dużych aglomeracjach miejskich. Skutkuje to nie tylko powstawaniem sporów na linii człowiek-przyroda, ale także niesnask społecznych.

W polskich miastach jest coraz więcej dzików

Foto: AFP

Wiktor Ferfecki

Niedawno furorę w mediach społecznościowych zrobiły dwa filmy. Na jednym z nich ukazuje się Edward Warchocki, robot o cechach ludzkich, obdarzony charakterem influencera internetowego, który przegania dziki w kierunku lasu. Wcześniej ten humanoid odbył wizyty między innymi w Sejmie i studiu “Tańca z Gwiazdami”, lecz to właśnie nagranie z dzikami przyniosło mu popularność na skalę globalną. O jego dokonaniach rozpisywały się Euronews oraz agencja Reutera, a wyłącznie na profilu Warchockiego w serwisie X, film ten odtworzono 3,8 mln razy.

Reklama Reklama

Drugi materiał wideo przedstawia, jak prezes PiS Jarosław Kaczyński, w trakcie rozmowy z przedstawicielami mediów w Sejmie, relacjonuje swoje zetknięcia z dzikami. Nie byłoby w tym może nic zadziwiającego, gdyby nie dźwięk chrumkania, który polityk postanowił osobiście zademonstrować.

Pomimo że te nagrania mogą wzbudzać radość, uwidaczniają one również rangę problemu z obecnością dzików, z którym boryka się część polskich miast.

Minione tygodnie przyniosły liczne informacje dotyczące dzików w miastach

Raporty mediów lokalnych z ostatnich tygodni sugerują, że można mówić o prawdziwej pladze. Dobrze oddają to następujące wiadomości – 12 kwietnia mieszkańcy Brwinowa w woj. mazowieckim zgłosili, że agresywna samica dzika rozszarpała sukę rasy shih tzu, prowadzoną na smyczy przez właściciela. Atak miał miejsce tak szybko, że właściciel nie zdążył zareagować. Dodatkowo dyrektorka pobliskiego żłobka zredukowała spacery dzieci ze względu na obawę przed dzikami.

Ekologia Dzik, zwierzę niepożądane w mieście. Jak miasta ograniczają ich populacje?

Poznań uruchomi specjalny program działań profilaktycznych związanych z pojawianiem się dzików na terenach miejskich, bo w ten sposób chce ogranicz…

W tym samym okresie media warszawskie przekazały, że przy ul. Ceramicznej na Białołęce samica dzika wydała na świat młode bezpośrednio pod jednym z balkonów. W sąsiedztwie, tak samo jak w Brwinowie, zlokalizowany jest żłobek, a także przedszkole i szkoła. Wezwany na miejsce leśniczy jedynie wyznaczył obszar za pomocą taśmy i umieścił tabliczkę: „Uwaga dziki! Locha z warchlakami. Prosimy się nie zbliżać”.

Ludzie zaczynają kojarzyć się dzikom z jedzeniem, co powoduje, że wchodzą głębiej do miast. Zwierzęta dostrzegają też, że są to strefy wolne od polowań

Dr inż. Anna Wierzbicka, Wydział Leśny Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu

Taśmy i zapory zostały także umieszczone na terenie kampusu Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Warszawie. „Informujemy, że na terenie dziedzińca przyszły na świat młode dziki. W trosce o bezpieczeństwo wszystkich osób przebywających na terenie obiektu prosimy o zachowanie szczególnej ostrożności” – wynika z komunikatu opublikowanego przez uczelnię w mediach społecznościowych.

Bardziej stanowcze kroki zostały podjęte w okresie świąt wielkanocnych na warszawskim Mokotowie. Tam uśmiercono siedem dzików: samicę oraz sześć młodych, które weszły na plac zabaw, a następnie ich ciała umieszczono w pojemnikach na odpady. Z uwagi na to, że działo się to w obecności mieszkańców, w tym dzieci, w internecie wybuchła burza, a do tematu odniósł się nawet prezydent miasta Rafał Trzaskowski. Zwłaszcza, że kilka dni wcześniej dziki zostały uśmiercone także na placu zabaw, lecz tym razem w innej dzielnicy miasta – Bemowie.

– Populacja dzików powiększa się w tempie geometrycznym i musimy coś z tym zrobić, gdyż bezpieczeństwo jest dla nas najważniejsze. Odnotowujemy coraz więcej ataków na ludzi; wcześniej ich albo nie było, albo miały miejsce bardzo rzadko. W momencie, gdy otrzymujemy zgłoszenie, że dziki znajdują się na placu zabaw, to musimy podjąć interwencję – oświadczył prezydent. – Rozumiem oburzenie obrońców praw zwierząt, ale jeśli zapytamy ich, czy dostrzegają jakąkolwiek alternatywę, która mogłaby zadziałać w oparciu o obowiązujące przepisy, to nie usłyszałem żadnego rozsądnego pomysłu – dodał.

Przed epidemią ASF wyłapywane w miastach dziki wywoziło się do zagród leśnych. Dziś nielegalne jest tworzenie dużych skupisk tych zwierząt, więc dziki po prostu się zabija

dr inż. Anna Wierzbicka, Wydział Leśny Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu

Trzaskowski wytłumaczył, że w nawiązaniu do regulacji, mających na celu ograniczenie ekspansji Afrykańskiego Pomoru Świń, nie ma możliwości odławiania dzików, a jedynym rozwiązaniem jest uśmiercenie. Częstotliwość incydentów z udziałem tych zwierząt wzrasta. Według danych warszawskich Lasów Miejskich, w 2025 roku zarejestrowano 8,8 tys. zgłoszeń dotyczących dzików, w 2024 roku – 5,1 tys., a w 2023 roku – 4,7 tys. W ciągu dwóch lat ich liczba więc niemal uległa podwojeniu.

Dlaczego w polskich miastach jest coraz więcej dzików

Dr inż. Anna Wierzbicka z Wydziału Leśnego Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu informuje „Rzeczpospolitą”, że uśmiercenie dzików na placu zabaw w Warszawie spowodowało skupienie uwagi opinii publicznej na występowaniu tych zwierząt w przestrzeni miejskiej, aczkolwiek problem realnie narasta. – Niektóre miasta zmagają się z nim od przynajmniej 20 lat, np. Trójmiasto. W innych dziki pojawiły się stosunkowo niedawno, np. w Poznaniu dopiero w okresie pandemii – relacjonuje badaczka. – Gdybym miała wskazać moment, w którym doszło do zbiegu okoliczności przyczyniających się do tego, że liczebność dzików w miastach zaczęła gwałtownie wzrastać, to byłoby to mniej więcej dziesięć lat temu – dodaje.

W Unii Europejskiej zbiory będą o ok. 5 proc. wyższe niż w zeszłym roku Rolnictwo Kukurydziany rekord nad Wisłą

W Polsce, podobnie jak i na całym świecie, zanosi się na dobre podsumowanie roku dla producentów kukurydzy. Zbiory mają być wyższe niż wcześniej, w…

O jakich uwarunkowaniach mówimy? Jak zaznacza dr inż. Anna Wierzbicka, jednym z zasadniczych powodów wzrostu populacji dzików w Polsce są coraz bardziej powszechne uprawy kukurydzy. – Dobre odżywienie dzięki tej uprawie sprawia, że samice szybciej przystępują do rozrodu i mogą mieć nawet trzy mioty w ciągu roku. Zwłaszcza, że część kukurydzy pozostaje na polach aż do zimy, ponieważ robi się z niej kiszonki. Większa przeżywalność młodych dzików jest też naturalnie efektem ocieplenia klimatu – dodaje.

Jej zdaniem dołączają do tego czynniki typowo miejskie, takie jak niespójne planowanie przestrzenne, bez uwzględniania tzw. korytarzy ekologicznych. – Dostrzegam to np. w Poznaniu, gdzie miasto rozrasta się w kierunku kompleksów leśnych w pobliżu Warty. Zwierzęta, w tym dziki, wykorzystują rzeki jako szlaki wędrówek, zdobycia pożywienia, a gdy uniemożliwiają to siedliska ludzkie, wchodzą na posesje, gdzie uczą się pozyskiwania resztek z koszy na śmieci. Ludzie zaczynają im się kojarzyć z jedzeniem, co powoduje, że dziki wchodzą coraz głębiej do miast. Dostrzegają też, że są to obszary wolne od polowań – wyjaśnia.

O tym, jak to wygląda w rzeczywistości, świadczy grafika, którą zamieścił w mediach społecznościowych Michał Żmihorski, profesor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. Przedstawia ona zdjęcia satelitarne fragmentu Warszawy z 2002 i 2025 roku, z których zestawienia wynika, jak bardzo rozwinęła się w tych latach zabudowa terenu. „Ach te okropne zwierzęta, coraz bardziej wchodzą do miast…” – napisał ironicznie.

Co można z tym zrobić? – Polskie rolnictwo w znacznym stopniu oparte jest o wieprzowinę, a rząd odczuwa zobowiązanie do ochrony tego sektora produkcji rolnej. Wypływają stąd rygory w zwalczaniu epidemii Afrykańskiego Pomoru Świń, przenoszonego przez dziki – precyzuje dr inż. Anna Wierzbicka. – Przed epidemią ASF wyłapywane w miastach dziki wywożono do zagród leśnych. Dziś tworzenie dużych skupisk tych zwierząt jest nielegalne, więc dziki po prostu się zabija – dodaje.

Zaznacza, że uśmiercanie zwierząt w miastach, poza kwestiami natury etycznej, wiąże się z wysokimi kosztami. – Strzelanie z ostrej amunicji jest zakazane w pobliżu zabudowań, dlatego w takich okolicznościach używa się specjalnej broni do usypiania. Taka broń jest kosztowna, dochodzą do tego nakłady na przeszkolenie personelu – mówi. I podkreśla, że w związku z tym musimy robić wszystko, aby dziki zwyczajnie nie wchodziły do miast.

Część mieszkańców miast uważa zabijanie dzików za niehumanitarne

Obecność dzików w otoczeniu siedlisk ludzkich nie wywołuje jednak tylko sporu na linii człowiek–natura, lecz również napięcia społeczne. Sprawa dotyczy tego, że część mieszkańców dużych miast postrzega zabijanie tych zwierząt jako nieludzkie, czy wręcz jako „rzeź”. To właśnie to słowo pojawiło się w tytule protestu, który odbył się w środę przed warszawskim ratuszem.

Rozumiem wzburzenie obrońców praw zwierząt, ale jeżeli pytamy ich, czy widzą jakąkolwiek alternatywę, która mogłaby zadziałać w oparciu o obowiązujące przepisy, to ja żadnego racjonalnego pomysłu nie słyszałem

Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy

„23 marca br. Rafał Trzaskowski podjął następną decyzję o odstrzale i odłowie z uśmierceniem kolejnych 500 dzików, w tym samic z młodymi. W ciągu ostatnich kilku dni doszło już do tragicznych zdarzeń. Na placu zabaw na Bemowie zabito 4 matki z 12 młodymi. 5 kwietnia, w okresie Wielkanocy, życie straciło 7 dzików, w tym sześć młodych” – napisano w zaproszeniu na protest koalicji na rzecz zwierząt „Niech Żyją”. „Zabijanie trwa, ponieważ dla wąskiej grupy osób jest to opłacalne! Nie wyrażamy zgody na instrumentalne traktowanie zwierząt, na ich śmierć i cierpienie, na pogarszanie zdrowia psychicznego mieszkańców, którzy co chwila są świadkami okrutnych, barbarzyńskich praktyk” – zaprotestowała grupa.

Przeciw uśmiercaniu dzików protestują też takie inicjatywy jak „Dziki Zostają”, „Nie Trzaskać Dzików” oraz „Warszawski Ruch Antyłowiecki”. Ich zdaniem zabijanie dzików ze względu na ASF jest bezsensowne, ponieważ z próbek pobranych w Warszawie nie wynika, aby akurat w tym mieście zwierzęta te przenosiły tego wirusa. Aktywiści zwracają również uwagę na to, że dziki w stolicy zachowują się zazwyczaj spokojnie.

– Proces synantropizacji, czyli przenoszenia się gatunków zwierząt do miast, nasila się od dekad. W Europie zasadniczo nie ma już miasta, które nie miałoby problemu z którymś z gatunków. Równocześnie obserwujemy zjawisko idealizowania przyrody przez część osób i przypisywania zwierzętom cech ludzkich. Te dwie tendencje sprawiają, że konflikty społeczne mogą się niestety zaostrzać – konkluduje dr inż. Anna Wierzbicka.

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *