
Jaką japońską bronią interesują się różne kraje i jak duże jest ryzyko, że Ukraina znajdzie się na końcu „kolejki” w tym przypadku?
Japonia i Indonezja podpisały w poniedziałek, 4 maja, umowę o współpracy obronnej. W podpisaniu umów uczestniczyli szefowie agencji obronnych Shinjiro Koizumi i Sjafrie Sjamsoeddin. W kontekście tego wydarzenia strony podkreśliły potrzebę zapewnienia pokoju i stabilności w regionie w obliczu globalnej niepewności i obecnej, kruchej sytuacji bezpieczeństwa.

O tym donosi agencja Reuters. Szczegóły tej umowy są dość ogólne – na przykład indonezyjski minister obrony mówił o zawarciu umów o współpracy w przemyśle zbrojeniowym w oparciu o „interesy narodowe”, podczas gdy jego japoński odpowiednik nazwał tę umowę „ważnym kamieniem milowym” i „kompasem” dla dalszej współpracy między oboma krajami.
Wiadomo również, że odbyło się dwustronne spotkanie z udziałem szefów resortów obrony, podczas którego omawiano kwestie wspólnych ćwiczeń wojskowych, bezpieczeństwa morskiego, sprzętu wojskowego i technologii obronnych.
Taki dialog stał się możliwy między innymi dzięki temu, że Japonia wreszcie oficjalnie i znacząco złagodziła swoją politykę eksportową, a niektóre kraje z pewnością zainteresują się możliwością wzmocnienia japońskiego uzbrojenia, zwłaszcza w obliczu globalnego niedoboru broni, zwłaszcza obronnej, takiej jak systemy obrony powietrznej.
Jednocześnie istnieje ogromna różnica między porozumieniami a rzeczywistą współpracą obronną, więc czas i nawiązane kontakty pokażą, jak bliska będzie współpraca w kierunku „obrony” Japonii i Indonezji. Biorąc jednak pod uwagę, że Ukraina również ma zamiar współpracować z japońskim kompleksem obronno-przemysłowym, interesujące jest pytanie, jak istotny jest dla nas fakt, że japońska broń jest już stopniowo poszukiwana.

Na razie jednak widać trend, że inne kraje są zainteresowane współpracą z Japonią przede wszystkim w obszarze morskim – na przykład w zeszłym roku pojawiły się informacje o planach sprzedaży Australii 11 fregat stealth klasy Mogami, Filipiny są zainteresowane używanymi japońskimi niszczycielami klasy Abukuma, a Indonezja również używanymi okrętami podwodnymi z napędem dieslowo-elektrycznym klasy Oyashio. Tymczasem Ukraina nie kupi od Japonii okrętów wojennych ani okrętów podwodnych, lecz jest zainteresowana współpracą dwustronną, a jeśli chodzi o uzbrojenie, to przede wszystkim o obronę powietrzną.
Już wcześniej ambasador Ukrainy w Japonii Lutowinow oświadczył, że w najbliższej przyszłości planowana jest współpraca w zakresie tworzenia ukraińskiego odpowiednika systemu obrony powietrznej Patriot, który mógłby być finansowany przez Japonię. Kraj ten prowadzi również licencjonowany montaż pocisków przeciwrakietowych PAC-3 MSE, których obecnie brakuje na świecie.
Jednak w tym wszystkim są pewne niuanse, a najważniejszy z nich polega na tym, że wśród japońskich ograniczeń eksportowych znajduje się odmowa dostarczania broni krajom będącym w stanie wojny. Dlatego mówiąc o współpracy z Ukrainą, warto zaznaczyć, że mówimy o pierwszych ostrożnych krokach i poszukiwaniu „obejść”.
Biorąc to pod uwagę, fakt, że inne kraje są zainteresowane bronią z Japonii, nie jest dla Ukrainy aż tak istotny, zwłaszcza w kontekście tego, że współpraca obronna z tym krajem jest dość krucha, a do tego dochodzi jeszcze płaszczyzna polityczna.
Wcześniej Defense Express donosił, że Japonia dopiero „nauczyła się” wystrzeliwać Tomahawki, a teraz dostawy tych pocisków są zagrożone.
