
FA-50 z systemem AIM-120 to pragmatyczny i ekonomicznie opłacalny lekki myśliwiec „drugiej linii”, bez niego jest to jedna z wielu ofert na rynku, na którą niebawem ma wejść w pełni sprawny amerykański T-7A Red Hawk.
Koreański samolot szkolno-bojowy FA-50, słusznie uważany za lekki myśliwiec i samolot szturmowy, wciąż nie jest uzbrojony w amerykański pocisk rakietowy AIM-120.
Pomimo początkowych doniesień, że miał on znaleźć się w drugiej partii samolotów dla Malezji, Korea Aerospace Industries później bezpośrednio zaprzeczyło tym doniesieniom. Jak poinformowali przedstawiciele Defense Express, informacje dotyczące AIM-120 są „nieprawdziwe i dotyczą wrażliwych kwestii licencji eksportowych, które nie zostały jeszcze potwierdzone”.

Oznacza to, że pomysł zakupu FA-50 Block 20 za stosunkowo niewielkie pieniądze i otrzymania pełnoprawnego, choć lekkiego, myśliwca pozostaje mrzonką. I to pomimo faktu, że samolot ten otrzymał nowoczesny radar z systemem AFAR PhantomStrike firmy Raytheon, który posiada wszelkie możliwości naprowadzania i sterowania pociskami AIM-120 i innymi rodzajami uzbrojenia.
FA-50 Block 20 z systemem AIM-120 jest postrzegany jako pragmatyczny, lekki myśliwiec „drugiej linii”, zdolny do zrzucania amunicji na cel z innych myśliwców i samolotów AWACS. W szczególności w taki sposób FA-50 został pozycjonowany w Polsce, która w 2022 roku zamówiła 48 samolotów koreańskich, w tym 12 egzemplarzy FA-50GF (Block 10) za 700 milionów dolarów i 36 egzemplarzy w „spolszczonej” wersji FA-50PL (Block 20) za 2,3 miliarda dolarów, a następnie zmodernizowała całą flotę do nowszej wersji.

A lekki myśliwiec z pełnym uzbrojeniem za 63,8 miliona dolarów był naprawdę doskonałą ofertą, z której Warszawa skorzystała w samą porę. Nawet dwuletnie opóźnienie w dostawach nie może zachwiać wrażeniem trafnego wyboru.
Ale bez AIM-120 nie ma mowy o pełnoprawnym systemie obrony powietrznej. Jedynie o roli tylnego myśliwca obrony przeciwlotniczej, który powinien zwalczać pociski manewrujące i drony dalekiego zasięgu za pomocą AIM-9 i ich odpowiedników. To z pewnością za mało, ale nie jest to pożądane optimum.
Oczywiście warto zadać sobie pytanie, dlaczego Stany Zjednoczone spowalniają integrację AIM-120 z FA-50. W końcu im więcej myśliwców będzie używało tego pocisku, tym lepiej dla Raytheona. Warto jednak pamiętać, że w przypadku amerykańskich producentów broni wszystkie zamówienia zagraniczne trafiają obecnie do rządu amerykańskiego, który jest jedynym odbiorcą, a następnie odsprzedaje broń innemu państwu.

I choć nie ma oficjalnych komentarzy w tej sprawie, można założyć, że chodzi o dość prostą rywalizację. Stany Zjednoczone mają już własne samoloty w niszy FA-50 – na razie tylko samolot szkoleniowy T-7A Red Hawk, który można łatwo przerobić na lekki myśliwiec F-7.
Ale najprawdopodobniej będzie droższy niż oferta koreańska. A szerszy zasięg i pełne uzbrojenie mogą dać mu przewagę konkurencyjną, co całkiem możliwe, że stworzy sztuczne ograniczenie dla wszystkich innych konkurentów. FA-50 bez pocisków dalekiego zasięgu to tylko jedna z wielu ofert na rynku samolotów szkolno-bojowych, gdzie robi się nieco ciasno.

W tym kontekście można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć dalsze kroki Korea Aerospace Industries w kwestii FA-50, który powinien również otrzymać wersję czystego myśliwca jednomiejscowego – integrację własnych pocisków powietrze-powietrze, których rozwój już trwa. A także integrację pocisków europejskich i innych producentów, o ile będzie to oczywiście możliwe dzięki zastosowaniu amerykańskiego pokładowego sprzętu radioelektronicznego.
W imieniu Defense Express zachęcamy Państwa do przyłączenia się do zbiórki na rzecz czegoś, co już działa: „Pojedynczej Kolekcji” od „Fundacji Prytula” na drony przechwytujące.

