
Rodzina pocisków Standard istnieje od lat 60. XX wieku i stanowi główny pocisk przeciwlotniczy Marynarki Wojennej USA. Jednakże każdy z nich zajmuje jeden trzon Mk 41, więc pragnienie amerykańskich marynarzy jest całkiem logiczne.
Stany Zjednoczone już pracują nad wymianą pocisków z rodziny Standard, które pozostają główną bronią przeciwlotniczą i są również wykorzystywane do obrony przeciwrakietowej, a nawet ataków. Mówimy o znalezieniu następcy dla pocisków takich jak SM-2, SM-3 i SM-6.
A dla tej wymiany postawiono bardzo ważny warunek: miniaturyzację w wielu przypadkach, aby umożliwić zwiększenie liczby pocisków, które mogą przenosić okręty wyposażone w uniwersalne wyrzutnie Mk 41.

Oświadczył to Derek Trink, dyrektor Surface Warfare Directorate (N96), na konferencji Surface Navy Association.
„Musimy nie tylko nadal tworzyć bardziej zaawansowane pociski, ale także znaleźć najlepsze sposoby wykorzystania naszych wyrzutni pionowych… Używając pełnowymiarowego wzmacniacza rakietowego, który zajmuje cały wał Mk 41, mogę uzyskać broń ofensywną dalekiego zasięgu do zwalczania celów powietrznych lub inną opcję ataku hipersonicznego.
„A dzięki mniejszym dopalaczom, które pozwolą mi umieścić dwa, a potem cztery pociski w jednym Mark 41, mogę znacznie zwiększyć pojemność wyrzutni. Mogę też pokryć obszar rażenia od pocisków RIM-162 ESSM do SM-6” – cytuje Dereka Trinka „Naval News”.

A my, jako przedstawiciel Defense Express, chcielibyśmy zaznaczyć, że historia rodziny pocisków Standard sięga lat 60. XX wieku, kiedy to opracowano i wprowadzono do służby w 1967 roku pocisk SM-1 (RIM-66 Standard). Choć naśladował on pocisk RIM-24 Tartar, miał zupełnie nową elektronikę.
Pociski te, na przełomie lat 70. i 80., w wersji SM-2, stały się główną bronią przeciwlotniczą okrętów z systemem Aegis i wyrzutniami Mk 41, z którymi zostały zintegrowane. Później, to właśnie na bazie tego pocisku, powstał pocisk RIM-161 Standard Missile 3, SM-3, który już odpowiada za przechwytywanie pocisków balistycznych w przestrzeni poza atmosferą.

Również w wyniku długiej ewolucji SM-2, który w swojej najnowszej wersji nazywał się już SM-2ER Block IV, pojawił się SM-6, który może być używany do niszczenia celów powietrznych i naziemnych.
Ale wszystko sprowadza się do tego, ile tych pocisków mogą przenosić okręty. W szczególności niszczyciele rakietowe Arleigh Burke są wyposażone w 96 wyrzutni Mk 41, które są rozdzielone nie tylko między pociski przeciwlotnicze, ale także pociski manewrujące Tomahawk.
Jednocześnie rozwiązanie wykorzystujące wspomniany wcześniej pocisk RIM-162 ESSM bezpośrednio pokazało, że na jednej minę można umieścić i odpalić cztery pociski.

Jednocześnie pocisk RIM-162 ESSM jest stosunkowo niewielki – ma średnicę 254 mm, długość 3,66 metra i masę 280 kg. Jest wystrzeliwany bez użycia przyspieszacza startowego. Może niszczyć cele w odległości ponad 50 km.
Ale SM-6 waży 1,5 tony, ma 6,6 metra długości, a jego średnica, w zależności od akceleratora, może wynosić 343 mm (Block IA) lub 533 mm (Block IB). Zasięg rażenia celów wynosi jednak od 370 km, a w przypadku trafienia celów naziemnych – 460 km.

Oznacza to, że Marynarka Wojenna USA chce teraz uzyskać pocisk o średnicy zbliżonej do RIM-162 ESSM, ale z możliwością przenoszenia SM-6. Nagrodą za to będzie wielokrotne zwiększenie liczby pocisków na pokładzie okrętu. W szczególności konwencjonalny niszczyciel rakietowy Arleigh Burke będzie mógł przenosić nie 96 SM-6, a 384 ich miniaturowe odpowiedniki.
Ale pancernik Trump, który pojawił się ze względu na działa kalibru 127 mm, miał 128 min Mk 41 – 512 jednostek pocisków rakietowych o mniejszej średnicy.
