
Wszystko zaczęło się od dżinsów. Zaczęli się ze mną kłócić. Najpierw cicho powiedzieli: „Auć”. Potem: „Auć-o-och”. A na końcu ordynarne: „Nie gwałć nas”.
Potem mój mąż dołączył do dżinsów. Powiedział: „Och, jaki brzuch” i czule poklepał mnie po obiekcie mojego zachwytu.
Potem płakałam w przymierzalni. Mój mąż, widząc mnie stojącą w skarpetkach i golfie, zapytał, co się dzieje. „Nie robią dla mnie spodni… uu …
Apogeum nastąpiło, gdy, ponieważ byłam w ciąży, ustąpili mi miejsca w autobusie. Usiadłam, oczywiście, ale w głębi duszy czułam się urażona. I postanowiłam walczyć z niesprawiedliwością w tym życiu.
Nie, nie poszedłem walczyć z łobuzami przebranymi za Batmana, ale zacząłem metodycznie przeglądać strony internetowe o dietach. Było tak wiele opcji, że można by spędzić rok na oglądaniu i wciąż nie zobaczyć wszystkich. Dieta ryżowa (tak, żeby można było delikatnie wyciskać lewatywę nawet przez sen), dieta kefirowa (podejrzewam, że dałaby oszałamiające rezultaty zaraz po diecie ryżowej), dieta oparta na grupie krwi (po przeczytaniu jej zdałem sobie sprawę, że urodziłem się z niewłaściwą grupą krwi), dieta mięsna (szkoda tego ptaka… chlip) i tak dalej. W zasadzie spędziłem kilka godzin na wyborze.
Wybrałam ją. Dieta składa się z surowych warzyw i niskotłuszczowych produktów mlecznych. W rzeczywistości oryginalny przepis zakładał ser o zawartości tłuszczu 5%, ale natychmiast zmieniłam go na „niskotłuszczowe produkty mleczne”. Dieta mnie przyciągnęła, ponieważ mogłam jeść zarówno nabiał, jak i warzywa o każdej porze dnia i nocy. A ćwiczenia mięśni żuchwy to moja ulubiona aktywność.
Patrząc w przyszłość, powiem tak: dieta zadziałała. Waga spadła. Dość łatwo się jej trzymać. Ale obietnica twórców diety, że waga nie wróci, jest, delikatnie mówiąc, kompletną bzdurą. Wnioski z dietetycznego odosobnienia:
1. Dietę opartą na surowych warzywach można stosować tylko wtedy, gdy jest na nie sezon, czyli latem i jesienią. Zimą warzywa są nie tylko rzadkie, ale także bez smaku, drogie i pełne nie wiadomo czego. Kiedy po zjedzeniu rzodkiewek zrobił mi się czerwony język, zdałem sobie sprawę, że być może (!) to nie te same rzodkiewki, które przetrwały tam od lata.
2. Sama dieta, jakkolwiek wspaniała, nie wystarczy. Trzeba będzie użyć ciężkiej artylerii w postaci ćwiczeń. Biorąc pod uwagę moją absolutną niechęć do ćwiczeń, to była najtrudniejsza część. Ale z pewnością była też najskuteczniejsza.
3. Najłatwiej schudnąć z twarzy i klatki piersiowej. Najtrudniej jest… ekhm… pod biustem. Tydzień po rozpoczęciu diety moja sylwetka przypominała konferencyjną gruszkę: wąska u góry i znacznie szersza u dołu, niż bym chciała.
4. Jedzenie wyłącznie surowych warzyw – może i jest to niezwykle zdrowe, ale nie da się z nich zrobić ogromnej różnorodności potraw. Tak, sałatki. Sałatki, sałatki, sałatki, marchewki, jabłka. Ogórki kiszone i czarny chleb były koszmarem. Pewnego dnia nie mogłam się powstrzymać i podarłam kawałek chleba na kawałki. Nigdy w życiu nie jadłam niczego pyszniejszego.
5. Mój żołądek nagle zaczął domagać się czegoś gorącego. To znaczy, wystarczająco gorącego, ale nie herbaty. Więc jak na złość upiekłam buraki. I były boskie. A potem poszłam na całość i ugotowałam warzywa na parze. Według wagi (i prowadziłam z nią krótką, ale bardzo miłą rozmowę każdego ranka), nie wpłynęło to na jakość mojej diety. Zatem jedzenie surowych warzyw, gotowanych, duszonych czy pieczonych nie ma znaczenia. Co jest dobrą wiadomością.
6. Musisz wiedzieć, jak przerwać dietę. Natura jest niełaskawa dla tych, którzy nie wiedzą, jak (nie będziemy nikogo oskarżać). Dlatego zanim zdecydujesz się na dietę, musisz nauczyć się, jak ją prawidłowo przerwać, zamiast rzucać się na nią na głęboką wodę: trzy dni ryżu, a czwartego dnia ciasto kijowskie na śniadanie.
7. Najważniejsza jest siła woli. A jeśli masz wystarczająco dużo silnej woli, żeby nie zwariować na widok tabliczki czekolady i regularnie chodzić na treningi (i nieważne, jaki to rodzaj treningu, nawet haft krzyżykowy), to nie będziesz musiał rwać sobie włosów z głowy, marzyć o rozmiarze 40 czy gigantycznym torcie czekoladowym.
