Głupia rada dla tych, którzy chcą schudnąć

Wiem, że wielu prawdopodobnie będzie oburzonych, bo dziś zamierzam zaatakować coś świętego: dietetyków i autorów książek o odchudzaniu. Początkowo chciałem ich wymienić z imienia i nazwiska, ale potem zmieniłem zdanie. Dlaczego uważam, że mogę krytykować innych? Po pierwsze, dlatego, że nikogo nie namawiam do szkodzenia swojemu zdrowiu. Chociaż nie mam wykształcenia medycznego. Nawiasem mówiąc, wielu innych autorów popularnych metod odchudzania też go nie ma. A także dlatego, że ludzie postrzegają te książki jako ostateczną prawdę. 90% czytelników nie pójdzie do lekarza ani nie zrobi badań przed rozpoczęciem jakiejkolwiek diety. I to jest horror.

Pamiętam, jak wdałem się w ostrą kłótnię w telewizji z kobietą, która publicznie zalecała wszystkim dietę kefirową przez 10 dni. Moje próby wytłumaczenia jej, że jej fani i zwykli ludzie prawdopodobnie posłuchają jej rady i w efekcie zaszkodzą swojemu zdrowiu, zakończyły się niepowodzeniem. Szkoda. W końcu ludzie słuchają tych i innych równie głupich rad tylko dlatego, że ufają tak niekompetentnym doradcom.

Weźmy na przykład jedną popularną osobowość medialną , która niedawno napisała książkę o swojej drodze do utraty wagi. W jednym z pierwszych rozdziałów widzę zdanie: „Podczas diety zastąp herbatę, kawę, soki i napoje owocowe zwykłą niegazowaną wodą. Pij do 2 litrów dziennie. Picie dużych ilości wody jest stresujące dla organizmu, dlatego nasz inteligentny organizm spala ogromną liczbę kalorii, przetwarzając wodę, którą spożywamy”. Aż strach pomyśleć, ile kalorii musi wtedy spalić, przetwarzając wszystko inne.

A oto, co poleca bardzo znany dietetyk:

  • „Jeśli nie możesz żyć bez słodyczy, nie katuj się i nie kupuj tego, na co masz ochotę. Ale nie rzucaj się na wszystko naraz: weź mały kawałek i trzymaj go przez chwilę w ustach. To może wystarczyć, żeby zaspokoić twoją ochotę”. (W 90% przypadków kończy się to pochłonięciem całego pojemnika lodów lub cukierków, najprawdopodobniej do zmroku).
  • „Poproś kogoś bliskiego, żeby nakrył do stołu tak, żeby porcje były małe”. (Najwyraźniej samodzielne nakrycie do stołu i podanie małych porcji jest zadaniem niemożliwym do wykonania dla kogoś, kto próbuje schudnąć.)
  • „Kiedy przygotowujesz obiad, zaproś kogoś do kuchni, by nadzorował proces degustacji”. (Tak, a jeśli nie ma nikogo, kto mógłby nadzorować, to w ogóle nie gotuj i zamiast tego zjedz fast food?)

Ale najbardziej satysfakcjonujący ze wszystkich był Doktor przez duże „D”, który niedawno przegrał proces, twierdząc, że jego dieta stanowi zagrożenie dla zdrowia publicznego. Nie zostało to jednak szeroko nagłośnione, ponieważ mogłoby zaszkodzić sprzedaży jego książki. Dlatego między innymi zaleca picie Coca-Coli Light (nie wiadomo, dlaczego akurat ten napój, skoro istnieją inne napoje z substytutami cukru), a także pozwala jeść paluszki krabowe. Nie wiem, czy czyta etykiety, ale wszystkie paluszki krabowe zawierają olej, skrobię i sól (w swojej książce jest bardzo przeciwny tłuszczom i węglowodanom). Nie mniej skuteczne są jego inne instrukcje, takie jak: „Ssij lód. Pożądany efekt będzie jeszcze większy, jeśli ssiesz kawałki lodu w temperaturach poniżej zera (-10°C)… pozwala to bez wysiłku spalić około 60 kalorii dziennie”. (I, najwyraźniej, hamuje apetyt, bo z bólem gardła zazwyczaj nie odczuwa się szczególnego głodu).

A to tylko niewielki ułamek tego, co pisze się i mówi w książkach, czasopismach, internecie i telewizji. Coraz częściej pojawiają się modni dietetycy, którzy radzą, jak to się teraz powszechnie robi, jeść wszystko, ograniczając dietę do 1000-1500 kalorii. Nowe teorie mnożą się jak grzyby po deszczu, by w kolejnym roku zostać obalone przez ich własnych autorów. Wniosek jest jasny: słuchaj bardziej swojego ciała, a mniej tych, którzy ci doradzają. A wtedy będziesz miał znacznie większe szanse na schudnięcie!

Dziennik Jekateriny Mirimanovej

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *