
Nadeszła wiosna słońca. Potem nadejdzie źródło wody, a po nim wiosna zieleni. Jeśli po odpłynięciu strumieni, tuż przed pęknięciem pąków, odetniesz gałąź brzozy i powiesisz na niej butelkę, sok brzozowy spłynie do niej. Pień pozostanie nienaruszony, a drzewo odniesie jedynie minimalne szkody.
Około trzech tygodni po zebraniu soku brzozowego liście rozwiną się i rozciągną do pełnego rozmiaru, a Ty będziesz mógł zacząć ścinać gałęzie brzozy. Brzozy zapewniają nam zdrowie sokiem, gałęziami i ciepłem, a wszystko to w bani.
Można obejść się bez soku, ale co pić? Lekko sfermentowany sok z cukrem i rodzynkami jest idealny do bani. Miotły mogą być dębowe, eukaliptusowe lub pokrzywowe, ale najlepsze, z cienkimi, giętkimi gałązkami, są brzozowe. Do bani można użyć dowolnego rodzaju drewna opałowego, ale brzoza pali się najmocniej, a prawdziwą banię ogrzewa się drewnem brzozowym.
Jeśli nie wierzysz w konieczność używania brzozowych bali, spróbuj ogrzać saunę osiką. Kilka godzin majsterkowania i poczujesz ledwo schłodzone ciepło. Nie bez powodu mówi się, że „osika nie wypali się bez nafty”. Olcha jest o wiele lepsza, sosna jeszcze lepsza, ale brzoza jest wspaniała, bezkonkurencyjna. W przeszłości brzoza była potrzebna do innej przyjemności sauny – do produkcji masła. Rzecz w tym, że masło pięknie się ubija, jeśli zanurzysz kawałek brzozy w mleku. Bez niego nie da się tego zrobić; z nim jest to szybkie i proste. A masło jest nie tylko pyszne, ale i dobre dla skóry. Niektórzy go nie potrzebują, podczas gdy inni uważają je za niezwykle pomocne w zapobieganiu suchości i popękanej skórze po saunie. Możesz nawet rozpieszczać pięty masłem.
Świetnie sprawdzą się również buty z łyka lipowego. Wszyscy wiedzą, że są to buty tkane z wąskich pasków kory lipowej. Zapewniają doskonałą ochronę przed upałem i masują podeszwy stóp.
Skoro mowa o drzewach w kontekście bani, warto wspomnieć o jarzębinie. Wystarczy jedna gałązka zanurzona w beczce z wodą, by na długo zachowała świeżość i aromat. Można ją bezpiecznie zostawić na tydzień, miesiąc, a nawet sześć miesięcy, zachowując przygotowaną wodę na następny raz. Dębowa beczka jest do tego celu jeszcze bardziej odpowiednia. Garbniki nie tylko zapobiegają pleśnieniu samej beczki, ale także znacząco zmieniają właściwości wody.
Ściany sauny nie są szczególnie narażone na wilgoć, więc niekoniecznie muszą być wykonane z modrzewia lub dębu; sosna i świerk sprawdzają się znakomicie. Nadają przyjemny, cierpki aromat (choć istnieją znacznie lepsze opcje). Półki nigdy nie powinny być jednak wykonane z drewna iglastego, ponieważ uwolniona żywica przyklei się do wszystkiego, co się z nimi zetknie. Lipa idealnie nadaje się na półki; ma piękny kolor i aromat. Co najważniejsze, nie przypala się dzięki niskiej przewodności cieplnej. Naczynia lipowe również doskonale sprawdzają się z tego samego powodu: zimny kwas chlebowy się w nich nie nagrzeje, a gorąca herbata nie ostygnie. Drewno lipowe jest aksamitne i bardzo przyjemne w dotyku.
Osika jednak również nie jest złym wyborem. Z czasem ciemnieje, ale nieostrożne obchodzenie się z ogniem w saunie osikowej zmniejsza ryzyko pożaru. Ponieważ żar spada w dół, osika to dobry pomysł na podłogę. Jest mniej podatna na zużycie niż dąb, nie ulega uszkodzeniu pod wpływem wody i nie pęka ani nie odkształca się po wyschnięciu. Dobrze wchłania wilgoć i łatwo ją oddaje, dzięki czemu osika pozwala na delikatną kontrolę wilgotności w saunie.
Osika jest najlżejszym ze wszystkich gatunków drewna, dzięki czemu idealnie nadaje się do wyrobu chochli, wiader i urządzeń do polewania. Jeśli przygotowujesz kiszoną kapustę na przysmak, najlepiej podawać ją w beczce z osiki. Jeśli używasz dębu lub sosny, dodanie przynajmniej kłody osiki znacznie poprawi smak.
Modrzew zwiększy trwałość sauny. Pale modrzewiowe w Wenecji są znane z tego, że potrafią przetrwać w wodzie ponad tysiąc lat. Dobrym pomysłem byłoby użycie go do belek stropowych sauny. Jest to jednak zbyt drogie. Osika również byłaby dobrym wyborem na belki. Osika z czasem zyskuje na wytrzymałości. Wydaje się, że polimeryzuje, stając się bardziej podobna do kości. Olcha jest wyjątkowo dobra w miejscach, gdzie woda spływa, i może przetrwać pod wodą nawet trzy tysiące lat, ale tylko pod warunkiem ostrożnego usunięcia kory, w przeciwnym razie będzie podatna na gnicie marmuru.
W przeszłości ziemia w bani była wyłożona gałązkami świerkowymi i słomą lub sianem. Ławka wyłożona była gałązkami wierzbowymi. Z wierzby robiono pojemniki na chleb i łyżki, ponieważ drewno to zabija grzyby i zarazki. W bani parowano przygotowane gałązki wierzbowe i wyplatano z nich meble i koszyki – jednym słowem, nie marnowano czasu. Najpierw praca, potem zabawa w chłostanie się nawzajem do utraty przytomności, a na koniec poczęstunek i relaks. Rezultatem było doskonałe zdrowie, i to nie tylko dlatego, że suszono się płótnem gotowanym w korze dębowej.
Ściany łaźni wykonano z topoli, która jest aromatyczna i rośnie bardzo szybko. W pobliżu posadzono wierzby i brzozy, ponieważ drzewa te doskonale odprowadzały wilgoć spod konstrukcji; wierzba biała słynęła szczególnie ze swoich właściwości drenażowych.
Z wiórów osikowych powstał piękny dach, mieniący się srebrem w słońcu, zupełnie jak w Kiży. Ale mało prawdopodobne, by ktokolwiek dzisiaj wolał taką elegancję od zwykłego łupka.
W naczyniach łaźni umieszczano klepki z jałowca, a pomieszczenie fumigowano jałowcem, aby stworzyć sterylną i przyjemną atmosferę. Mleko w naczyniach z jałowca nie kwaśniało, masło nie jełczało, a kwas chlebowy stawał się niezwykle pyszny. Wywar z wiórów jałowca pito jako lekarstwo na dolegliwości skórne, a dym jałowcowy stosowano w leczeniu problemów z płucami i oskrzelami.
Czy po tym wszystkim można ustalić, które drzewo nazywało się „łaźnią”? Niełatwo, prawda? Może brzoza? Nie. Prawidłowa odpowiedź to lipa.
