
Oto nadeszło lato, na które czekaliśmy! Słońce, ciepło, wakacje, morze. I nawet jeśli to nie wakacje ani morze, to i tak jest słońce, a czasem nawet ciepło. Czas pochwalić się efektami naszych treningów fitness i kilogramami, które zrzuciliśmy, przechodząc na restrykcyjną dietę po obżarstwie i zimie.
To idealny moment, żeby zamienić rajstopy na szorty, koszulki i sukienki. Słońce! Opalenizna!
Kult słońca jest modny od dawna i wygląda na to, że nie wyjdzie z mody. Z zazdrością patrzymy na opalone modelki. I naprawdę nie chcemy być w tyle! Opalenizna jest piękna! Opalenizna jest kobieca! Opalenizna jest modna, bo chcemy błyszczeć! Czy jest w tym jakiś haczyk?
W pogoni za modą i urodą kobiety są oczywiście gotowe na wszystko. Zrobimy wszystko, byleby mężczyźni na nas patrzyli, a kobiety nam zazdrościły. Jesteśmy nawet gotowe na operację plastyczną, żeby wyprostować nos, mimo usilnych starań lekarzy, by przekonać nas do przemyślenia sprawy i niepodejmowania tak pochopnej decyzji!
Opalenizna to nie poświęcenie w porównaniu z operacją plastyczną. Niewiele kobiet zdaje sobie sprawę, że słońce jest najgorszym wrogiem naszej młodości i urody.
Biologiczny proces starzenia się skóry rozpoczyna się w wieku dwudziestu pięciu lat. W tym wieku nasze ciała rozpoczynają odliczanie: przestajemy być młodsi, dlatego od tego wieku powinniśmy zacząć dbać o siebie jeszcze bardziej. Oczywiście, jeśli chcemy zachować młodość i urodę jak najdłużej (a chcemy, prawda?). Zewnętrzne starzenie się skóry rozpoczyna się stopniową utratą jej wierzchniej warstwy – filmu lipidowego, którego zadaniem jest ochrona głębszych warstw skóry przed zarazkami, kurzem i brudem. Komórki skóry dzielą się coraz wolniej, a skóra regeneruje się coraz wolniej. Włókna kolagenowe, które budują strukturę skóry, stają się cieńsze, zaburzenia równowagi wodno-elektrolitowej prowadzą do zwiększonego zatrzymywania płynów, a słaby przepływ limfy powoduje obrzęki.
Główną przyczyną zewnętrznego starzenia się skóry jest światło. Kult słońca, który wszyscy wychwalają, odbija się na nas rykoszetem (a problemy z warstwą ozonową tylko dolewają oliwy do ognia). Gdybyśmy tylko pomyśleli o tym w wieku dwudziestu, dwudziestu trzech lat… Ale myślimy o tym za późno, jeśli w ogóle o tym myślimy.
Do trzydziestki proces starzenia często pozostaje niezauważony. Ale kiedy przekraczamy trzydziestkę, nagle zaczynamy dostrzegać zmiany. Zmarszczki, zły koloryt cery i wiotczenie skóry. I wtedy łapiemy się za głowy. Szukamy kosmetologa, a może nawet chirurga plastycznego. Kupujemy każdy krem, jaki możemy znaleźć, każdy peeling i maskę, które pomogą nam spowolnić proces starzenia. Ale niestety, te działania są bezcelowe. Jesteśmy za późno. Dokonaliśmy wyboru na rzecz mody, wybierając między modą a zdrowiem, a nasze ciało odpłaciło nam tym samym. I nieważne, jak bardzo się staramy, cenna chwila jest stracona. Chirurgia plastyczna, stosowanie filtrów UV – to wszystko są środki tymczasowe; w końcu twoja skóra wróci do poprzedniego stanu. I będzie wyglądać tak, jak powinna: jak skóra kobiety, która kiedyś o siebie nie dbała. Skóra zdradza nasze sekrety – prędzej czy później staje się jasne, czy kobieta dbała o siebie w młodości.
„Nigdy więcej nie będę prowadził po alkoholu” – mówi kierowca, który zabił pieszego. „Teraz na pewno będę o siebie dbał” – mówi mężczyzna hospitalizowany z zawałem serca. Ale w pierwszym przypadku nikt nie przywróci pieszemu życia, a w drugim zdrowie tej osoby jest już zrujnowane i nigdy nie będzie już takie samo. Przytoczyłem te przykłady, ponieważ właśnie tak wyglądamy, próbując nakładać kremy przeciwzmarszczkowe na zmarszczki, które już się pojawiły.
Nie wierz reklamom, które obiecują przywrócenie młodzieńczej skóry w tydzień, dwa tygodnie lub miesiąc. Te reklamy są skierowane do milionów nieszczęsnych kobiet, które kiedyś goniły za trendami w modzie, a potem nagle przypomniały sobie o dbaniu o siebie. Jest tylko jeden sposób na utrzymanie dobrej skóry: zacząć dbać o nią jak najwcześniej i konsekwentnie to robić.
Nie ma znaczenia, czy nosisz makijaż, czy nie, czy masz ładną, czy problematyczną cerę. Większość z nas ma ładną cerę w wieku dwudziestu lat. Ja na przykład nie mam tyle szczęścia i moja cera jest problematyczna, więc muszę o nią bardziej dbać – ale efekty są widoczne. Szczerze mówiąc, zazdroszczę nawet kobietom, które naturalnie mają ładną cerę… w wieku dwudziestu lat. I nie zazdroszczę kobietom, które o siebie nie dbają, tłumacząc to ładną cerą. Wkrótce będziemy kwita – kiedy wszyscy skończymy trzydzieści lat.
No dobrze, dlaczego więc tak się rozpisuję o zdrowiu i dbaniu o siebie? Może opalenizna rzeczywiście pasuje każdej kobiecie? Może coś mi umyka – albo, jak to mówią, nie rozumiem sedna sprawy? Każda z nas ma swój specyficzny typ koloru. Dopasowanie koloru włosów, skóry i oczu. A urody, szczerze mówiąc, nie da się oceniać kategorycznie.
A jednak trudno mi nazwać blondynkę o brązowej karnacji piękną – intuicyjnie, jak każda normalna kobieta, rozumiem, że jej odcień skóry powinien być inny: na przykład miękki, ciepły brzoskwiniowy. Albo chłodny, różowawy. To samo można powiedzieć o brunetkach o europejskiej karnacji o brązowej karnacji: zazwyczaj mają chłodny odcień skóry, jakby rozświetlony od dołu niemal niezauważalnym niebieskawym światłem. Wiele kobiet ślepo podąża za trendami w modzie i nawet nie bierze pod uwagę, że opalenizna nie tylko zrujnuje ich indywidualny wizerunek, ale po prostu je oszpeci. Dla mnie patrzenie na blondynki wyglądające jak spalone tosty jest naprawdę przerażające. To jak horror, nic więcej.
Kiedy promienie ultrafioletowe padają na skórę, powodują powstawanie tzw. wolnych rodników – cząsteczek niszczących błony komórkowe, kolagen i włókna elastyny. Wolne rodniki powstają z neutralnego tlenu pod wpływem promieniowania ultrafioletowego lub jonizującego, a także zanieczyszczeń chemicznych w środowisku. Wolne rodniki reagują ze składnikami skóry, inicjując reakcję łańcuchową, która wytwarza nowe aktywne cząsteczki. I tak dalej – w nieskończoność. Skutkiem nadmiernej ekspozycji na słońce jest nie tylko przedwczesne starzenie się skóry, ale także mutacje komórek i złośliwe nowotwory skóry. I nie daj się zwieść reklamodawcom i magazynom mody: solarium jest równie szkodliwe, jak ekspozycja na słońce.
Co więc możemy zrobić, aby uniknąć tych wszystkich okropności?
1. Spędzaj jak najmniej czasu na słońcu. Nawet jeśli nie wychodzisz na słońce, koniecznie stosuj kremy z filtrem (ta informacja zazwyczaj znajduje się na opakowaniu kremu). To samo dotyczy szminki (nawet jeśli to balsam do ust) – powinna mieć filtr SPF.
2. Unikaj ekspozycji na słońce w godzinach 11:00-15:00. Słońce jest w tym czasie szczególnie silne.
3. Witaminy: C, E, A, K, a także wyciągi z aloesu, beta-karoten z marchwi i mumiyo.
4. Jeśli zdecydujesz się pójść na plażę, postaraj się znaleźć miejsce w pobliżu czegoś, co blokuje promienie słoneczne – aby uniknąć ciągłego przebywania na słońcu. Unikaj ekspozycji na słońce w miarę możliwości i koniecznie nałóż krem z wysokim filtrem SPF przed wyjściem na plażę.
5. Kup okulary przeciwsłoneczne, jeśli jeszcze ich nie masz. Słońce powoduje nieodwracalne uszkodzenia nie tylko skóry, ale także siatkówki. Można ją poparzyć, a poparzenie siatkówki jest bardzo nieprzyjemne.
Wątpię, żebym przekonał któregokolwiek z zagorzałych fanów opalania, plaży i solarium. Jestem pewien, że nawet jeśli przeczytałeś wszystko, co napisałem powyżej, nie pozostawiło to na tobie śladu. Myślisz, że opalenizna pasuje każdemu i że jest piękna i modna. Zapytam cię tylko o jedno. Ile masz lat? Dwadzieścia? Dwadzieścia pięć? Podejdź do lustra i przyjrzyj się sobie uważnie. Widzisz piękną młodą kobietę. Każdy z nas dokonuje własnych wyborów. Co wybierasz: wyglądać na pięćdziesiątkę w wieku trzydziestu pięciu lat, czy pozostać „damą po trzydziestce” do pięćdziesiątki?
