
Wiosną większość kupujących tradycyjnie udaje się do aptek po… witaminy. Przemysł farmaceutyczny uświadomił ludziom, że po prostu nie da się przeżyć bez sztucznych odpowiedników składników odżywczych. Tymczasem coraz więcej naukowców dochodzi do wniosku, że witaminy są bardziej szkodliwe niż korzystne dla zdrowia.
W ostatnich latach przemysł farmaceutyczny wywołał prawdziwą modę na witaminy. Według doniesień medialnych, przeciętny obywatel europejskiego kraju wydaje rocznie nawet 100 milionów dolarów na różnego rodzaju eliksiry młodości, antyoksydanty i inne witaminy, a kwota ta rośnie z roku na rok.
W Stanach Zjednoczonych sprzedaje się około 3500 różnych suplementów multiwitaminowych i mineralnych. Siedmiu na dziesięciu Amerykanów stosuje multiwitaminy przynajmniej okazjonalnie, a czterech na dziesięciu robi to regularnie. Chociaż nie ma statystyk dla Rosji, każdy Rosjanin przyjmuje suplementy witaminowe stosunkowo regularnie, czy to ze względu na reklamę, zalecenie lekarza, czy też zalecenia farmaceutów.
„Rozsądna działalność ludzkości doprowadziła do nierozsądnych konsekwencji” – mówi dr Jewgienij Tkaczenko, główny gastroenterolog w Komitecie Zdrowia w Sankt Petersburgu. „Tracimy pojęcie »kultury biologicznej«, która integralnie obejmuje taki element, jak prawidłowe odżywianie”. Naukowcy i lekarze obawiają się, że ludzie nie wiedzą, jak, nie chcą lub nie mają możliwości prawidłowego odżywiania się i rekompensują te niedobory „chemiczną żywnością” – czyli spożywając witaminy w nadmiarze, kupując modne „detoksykatory” i inne przeciwutleniacze.
Naukowcy z brytyjskiej firmy badawczej Mintel odkryli, że wydawanie pieniędzy na te produkty jest całkowicie bezcelowe, ponieważ nie przynoszą one żadnych korzyści. Co więcej, przyjmowanie przeciwutleniaczy i witamin (zwłaszcza w dużych dawkach) osłabia organizm i prowadzi do niszczenia komórek. Na przykład szwedzcy naukowcy twierdzą, że odkryli związek między przyjmowaniem multiwitamin a ryzykiem zachorowania na raka.
W jednym z numerów specjalistycznego czasopisma „American Journal of Clinical Nutrition” zaprezentowano wyniki 20 lat badań na grupie kobiet.
Donoszą, że ryzyko zachorowania na raka piersi jest o 20% wyższe u kobiet regularnie przyjmujących kompleksy multiwitaminowe.
Naukowcy zbadali stan zdrowia 35 000 kobiet w wieku od 49 do 83 lat. Uwzględniono również inne czynniki związane z ryzykiem zachorowania na raka, takie jak styl życia, nadwaga, palenie tytoniu i czynniki dziedziczne. Badanie przeprowadzono w dwóch fazach, w ciągu 20 lat.
W 2007 roku badanie mammograficzne wykazało, że u 974 kobiet w ciągu 10 lat rozwinął się rak piersi. Po porównaniu danych z kwestionariuszy wypełnionych przez uczestniczki badania, naukowcy ze zdumieniem odkryli, że około jedna trzecia wszystkich pacjentek z rakiem piersi regularnie przyjmowała multiwitaminy w nadziei na ochronę organizmu przed przedwczesnym starzeniem się i chorobami. Łącznie 9000 uczestniczek badania uzupełniało swoją dietę suplementami witaminowymi.
Duńscy, amerykańscy i serbscy lekarze badali wpływ suplementów witaminowych na choroby układu pokarmowego. Okazało się, że przyjmowanie tych witamin, choć w niewielkim stopniu, zdecydowanie zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworów przewodu pokarmowego, a połączenie witaminy A i beta-karotenu jest szczególnie niebezpieczne. Zwiększa ono ryzyko raka jelita grubego o 30%. Według obliczeń naukowców, spośród miliona osób spożywających duże ilości tych suplementów witaminowych, około 9000 umiera rocznie na raka układu pokarmowego. Nawiasem mówiąc, już w 1998 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wydała ostrzeżenie: „Dopóki nie pojawią się dalsze informacje na temat wpływu beta-karotenu i innych karotenoidów na procesy prowadzące do raka, żadna z tych substancji nie powinna być dystrybuowana ogółowi społeczeństwa jako środek zapobiegający rozwojowi nowotworów”. Następnie pojawiło się kolejne ostrzeżenie: „Profilaktyka raka za pomocą świeżych owoców i warzyw pozostaje skuteczniejsza niż przyjmowanie jednej lub kilku podobnych substancji w postaci suplementów diety”.
Niemiecka Fundacja Kardiologiczna (German Heart Foundation) wydała ostrzeżenie o bezużyteczności tabletek witaminowych dla osób stosujących zdrową dietę. „Witaminy nie zapobiegają nowotworom ani zawałom serca, a tym bardziej ich nie leczą” – pisze przewodniczący fundacji, profesor Becker.
W 2003 roku kardiolog Mark Penn opublikował w czasopiśmie „The Lancet” badanie podsumowujące wyniki eksperymentów z witaminą E i beta-karotenem, trwających od 18 do 12 lat. U 82% uczestników badania dodatkowe dawki witaminy E nie zmniejszyły ryzyka miażdżycy, zawału serca ani udaru mózgu, ani nie wydłużyły życia. Beta-karoten, będący źródłem witaminy A w organizmie, podawany 140 000 zdrowych osób, nawet nieznacznie zwiększył śmiertelność.
Rosyjscy specjaliści również się angażują. Jeszcze 10 lat temu publikacje naukowe (w szczególności numery 2 i 8 czasopisma „Nauka i Życie” z 2000 roku) szeroko opisywały „wojnę” między wolnymi rodnikami (związkami tlenu o dużej mocy utleniającej, które utleniają i niszczą składniki komórkowe, powodując w ten sposób różne choroby) a przeciwutleniaczami, substancjami „chroniącymi” organizm przed wolnymi rodnikami.
Witaminy C, E, a nawet beta-karoten (prowitamina A) były reklamowane jako kluczowe przeciwutleniacze. Naukowcy argumentowali, że przyjmowanie tych witamin w dawkach 5-10 razy większych od zalecanych może znacząco zmniejszyć częstość występowania i śmiertelność z powodu chorób układu krążenia i nowotworów, dosłownie odmładzając organizm. Badania dowiodły, że to twierdzenie jest fałszywe. Nie ma dowodów na to, że cofają one zegar biologiczny lub zatrzymują proces starzenia.
„Nasz system antyoksydacyjny funkcjonuje całkiem dobrze, a przyjmowanie dużych dawek przeciwutleniaczy może przynieść jedynie szkody. Dlatego zdrowa osoba powinna ograniczyć się do standardowych multiwitamin” – mówi Igor Artiuchow, biofizyk i ekspert z Instytutu Biologii Starzenia. „Suplementacja antyoksydantów jest zalecana, gdy nasz system obronny zawodzi, na przykład w warunkach silnego stresu lub w przypadku rzadkich chorób genetycznych, które powodują przyspieszone starzenie się”.
Naukowcy z Uniwersytetu Kopenhaskiego stwierdzili, że nadmierne spożycie syntetycznych witamin może zwiększać ryzyko przedwczesnej śmierci. Według badań, osoby przyjmujące suplementy antyoksydacyjne faktycznie osłabiają naturalne mechanizmy obronne organizmu. Ryzyko przedwczesnej śmierci wzrasta u nich o 16%. Naukowcy podkreślają, że te skutki uboczne dotyczą wyłącznie suplementów syntetycznych, a nie witamin spożywanych naturalnie w owocach i warzywach.
Teorię „końskiej dawki” witamin zapoczątkował amerykański naukowiec i dwukrotny laureat Nagrody Nobla, Linus Pauling. W swojej książce „Rak i witamina C” argumentował, że bardzo duże dawki kwasu askorbinowego poprawiają stan pacjentów z niektórymi rodzajami nowotworów i znacząco wydłużają życie.
Postanowili przetestować teorię Paulinga w praktyce. Naukowcy przeprowadzili badania kliniczne przez kilka lat, ale wszystkie przekonująco wykazały, że duże dawki witaminy C nie zapobiegają, a tym bardziej nie leczą raka ani przeziębienia.
Brytyjski dziennik „The Times” opublikował wyniki badania przeprowadzonego przez lekarzy z Uniwersytetu w Leicester. Stwierdzili oni, że standardowe dawki witaminy C, szeroko promowanej jako lek przeciwzawałowy, zaostrzają szereg schorzeń.
W 2000 roku, podczas dorocznej konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego (American Heart Association), grupa naukowców ogłosiła, że wysokie dawki witaminy C przyspieszają rozwój miażdżycy. W badaniu wzięło udział 570 osób. Kompleksowe badanie ochotników, których średnia wieku wynosiła 54 lata, wykazało, że ich naczynia krwionośne były prawidłowe. Powtórne badanie po półtora roku wykazało, że miażdżyca tętnic szyjnych, które dostarczają krew do mózgu, występowała 2,5 razy częściej u osób spożywających nadmierne ilości witaminy C. Co ciekawe, uczestnicy badania przyjmowali 500 mg witaminy C dziennie, specjalnie w celu zapobiegania miażdżycy.
Pediatrzy zauważyli wzrost liczby alergii u dzieci, którym aktywnie podawano duże dawki witaminy C „w celach profilaktycznych”. Pediatra Anna Timofeeva wspomina: „Witamina C to nie lek, a witamina! U niektórych dzieci może występować upośledzenie rozkładu witaminy C do produktów końcowych z powodu niedoboru enzymów regulujących metabolizm. Przy normalnych dawkach witaminy te zaburzenia byłyby kompensowane, ale przy wyższych dawkach następuje dekompensacja. Niew pełni rozłożone produkty przemiany materii – szczawiany – powodują alergie i mogą uszkadzać kanaliki nerkowe, powodując choroby (zapalenie nerek), a w konsekwencji prowadząc do powstawania kamieni nerkowych”.
Głównym argumentem przeciwko nadmiernemu stosowaniu syntetycznych witamin jest to, że zaburzają one naturalny mechanizm obronny organizmu, który w szczególności ma na celu samozniszczenie złośliwych lub w inny sposób „wadliwych” komórek. Większość naukowców jest skłonna twierdzić, że ogół społeczeństwa jest w pełni zadowolony z naturalnych źródeł witamin zawartych w żywności, w tym świeżych owocach i warzywach. Produkty roślinne, oprócz wszystkich niezbędnych witamin, zawierają również około 10 000 innych substancji, których równowaga jest zapewniona przez samą naturę.
Co więcej, nie należy ślepo ufać reklamie. Jak powiedział Rosbaltowi Leonid Pietrow, kierownik działu w Federalnym Państwowym Przedsiębiorstwie Unitarnym „Państwowy Instytut Badawczy Wysoko Czystych Biopreparatów Federalnej Agencji Medycznej i Biologicznej” i akademik RAMT, reklama wielu produktów i biopreparatów jest nieprecyzyjna. Dlatego wybierając produkt, należy najpierw zapytać o producenta i skupić się na rosyjskich państwowych ośrodkach badawczych, ponieważ dysponują one odpowiednim personelem i zapleczem do badań naukowych. Do mniejszych firm należy jednak podchodzić ostrożnie, głównie ze względu na brak możliwości przeprowadzenia odpowiednich badań. Należy również pamiętać, że każdy produkt syntetyczny, będąc obcy dla organizmu, może w niektórych przypadkach wyrządzić szkodę zamiast przynieść korzyści.
