
Nic dziwnego, że ludzie starają się zakładać ogrody i parki, gdziekolwiek to możliwe. Zieleń od dawna kojarzona jest ze zdrowiem, ale wciąż brakuje danych na temat samego koloru. Chociaż każdy może nam powiedzieć z własnego doświadczenia, co dla niego oznacza zieleń, wydaje się, że najczęściej jest ona co najmniej pożądana.
Wielu mieszkańców miast zna zjawisko, które nazwaliby zmęczeniem krajobrazem. Nawet w miejscach, gdzie formy architektoniczne są interesujące, gdzie brakuje przytłaczającej symetrii kamiennych i betonowych bloków, ciągła obecność szarej, martwej monotonii może być przytłaczająca. To uczucie jest znane wielu osobom, nawet tym, którzy kochają miasto i nie wyobrażają sobie życia poza jego „murami”.
W Holandii przeprowadzono interesujące i zaskakująco obszerne badanie (Journal of Epidemiology and Community Health, 2009). Dokładnie zbadano stan zdrowia osób mieszkających w pobliżu parków i innych „terenów zielonych”. Z tej perspektywy przebadano nie mniej niż 350 000 „historii przypadków”. Podobno było to pierwsze badanie na dużą skalę badające związek między zdrowiem a zdolnością do „integracji” z naturalnym krajobrazem.
Gdybyśmy mówili tylko o kwestiach psychologicznych, nikogo by to nie zdziwiło. Wycieczka na wieś, „piknik” – koncepcje tak stare jak mury miejskie. Ludzkość również bardzo lubiła te ostatnie, ale przy pierwszej okazji starali się jak najczęściej opuszczać miasto i zakładać ogrody w jego obrębie. Można dosłownie policzyć na palcach jednej ręki miasta, w których ludzie nie zadbali o swój „zielony” wypoczynek. Nie tylko w Europie, ale na przykład w miastach Azji Południowo-Wschodniej budowano całe zakątki przeznaczone na odpoczynek, relaks i medytację (jakkolwiek to się lokalnie nazywa).
Ale nie chodzi tu tylko o duszę, a nawet nie tyle o duszę, co o poważne problemy zdrowotne. Odwrotna zależność między „zieloną” okolicą a cukrzycą – z pewnością się zgodzicie – wcale nie jest oczywista, a nawet nieoczekiwana. Niemniej jednak, korelacja ta została stwierdzona w Holandii wyłącznie statystycznie. Ryzyko rozwoju tej choroby maleje wraz z większym kontaktem z naturą. Podobnie jest z innymi chorobami: im więcej zieleni w promieniu kilometra od domu, tym niższe ryzyko, jak pokazują te badania.
W sumie „zmapowano” dwa i pół tuzina powszechnych chorób i skorelowano je z miejscem zamieszkania. Chociaż łatwo zrozumieć, dlaczego ryzyko astmy jest zmniejszone (choć często dziedziczone genetycznie, nadal istnieje bezpośredni związek ze środowiskiem), a nawet potencjalny związek z problemami kręgosłupa (być może osoby te więcej chodzą), w niektórych przypadkach związek ten jest niejasny, co przyznają sami naukowcy. Mimo to bezpośrednią korelację zaobserwowano w przypadku 15 z 24 powszechnych chorób.
I jeszcze jeden bardzo ciekawy schemat: dzieci i osoby powyżej 45 roku życia czerpią największe korzyści z bliskości środowiska naturalnego. Nie ma odpowiedzi na pytanie, dlaczego.
Badania te nie uwzględniały jakości powietrza, genetyki, dochodów ani innych czynników. Po prostu zbierały dane bez ustalania związku przyczynowo-skutkowego. Jednak nawet podstawowa próba statystyczna może przynajmniej wskazać trend. Zwłaszcza że choroby, które rozważali, były tymi, których wstępna diagnoza jest stosunkowo łatwa dla każdego lekarza. Zasadniczo, jedyne, co twierdzą, to że obecność zieleni za oknem (im więcej, tym lepiej) również wpływa na nasze zdrowie.
Mimo to tylko dwie trzecie powszechnych chorób jest w jakiś sposób związanych z „zielonym otoczeniem”, a nawet wtedy nie jest to w 100% wiarygodne. Na nasze zdrowie wpływa wiele innych czynników. Ale krajobraz jest ważny.
Najciekawsze jest to, że nie mówimy tu wyłącznie o bieganiu czy spacerach zacienionymi alejkami pobliskiego parku, ale także o „leniwych” piknikach na łonie natury lub po prostu kontemplacji zachodu słońca (ale nie za sąsiednim wieżowcem, a w innym krajobrazie).
Ogólnie rzecz biorąc, możemy śmiało powiedzieć, że nie usłyszeliśmy niczego nowego. „Powietrze, powietrze, powietrze!” (z dawnego dowcipu) od dawna jest mottem tych, którzy, na dobre i na złe, dbają o swoje zdrowie. Tego nie można nam odebrać – przynajmniej możliwości, jeśli nie życia, to częstszego przebywania w zielonych miejscach. Wystarczy pójść pieszo lub samochodem do najbliższego parku, a w weekendy, jeśli macie na to czas, wybrać się do lasu. Nasze zadanie jest proste – spacerować, kiedy tylko to możliwe, nawet jeśli to zaniedbany park. Ale naturalny krajobraz jest wciąż o wiele lepszy.
Budzisz się rano i zamiast siebie widzisz w lustrze kołyszącą się sinicę. To takie proste – otwierasz okno i oto jesteś, „pokryty zielenią, absolutnie wszystkim”. Chciałbyś nawet zobaczyć skalisty brzeg morza. Sama myśl o tym przyprawia cię o rumieniec. I ruszasz w drogę – do pracy, do samochodu albo do metra.
Ale nikt jeszcze nie odwołał weekendów.
