Były prezes Sieci Łukasiewicz: część zarzutów NIK ma charakter urzędowy

17.01.2022 Na zdjęciu Andrzej Dybczyński. PAP/Aleksander Koźmiński 17.01.2022 Na zdjęciu Andrzej Dybczyński. PAP/Aleksander Koźmiński

Były prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz Andrzej Dybczyński powiedział PAP, że część zarzutów podnoszonych przez NIK ma charakter przede wszystkim biurokratyczny i nie odzwierciedla w pełni realiów powstawania jednostek naukowych.

W rozmowie z PAP były prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz (SBŁ) odniósł się do opublikowanego w poniedziałek raportu Najwyższej Izby Kontroli. W dokumencie NIK podkreślono, że w latach 2019-2024 z budżetu państwa na działalność Sieci Badawczej Łukasiewicz (SBŁ) przeznaczono ponad 2,8 mld zł, a podejmowane projekty nie przyniosły żadnych efektów lub przyniosły jedynie marginalne rezultaty.

„Sprawowałem urząd prezesa zaledwie przez 12 miesięcy (Dybczyński piastował tę funkcję od lutego 2023 do lutego 2024 r. – przyp. PAP) i jestem dumny z faktu, że NIK doceniła usprawnienia, które wdrożyłem w Sieci w tak krótkim czasie. Trudno jednak nie zauważyć, że wiele twierdzeń NIK ma charakter biurokratyczny i ma niewielkie znaczenie dla faktycznego procesu tworzenia organizacji naukowej. Wydaje mi się, że gdyby NIK przeprowadziła audyt programu Apollo, Amerykanie mogliby nigdy nie wystrzelić ani jednej rakiety, a Armstrong nie wylądowałby na Księżycu, ale w więzieniu” – zauważył dr Andrzej Dybczyński.

Raport NIK wskazał również, że chociaż zarządzanie finansami w CŁ było generalnie prowadzone prawidłowo, to doszło do „naruszenia przepisów tzw. ustawy kominowej, która określa wynagrodzenia osób pełniących określone funkcje kierownicze w państwie”. W okresie objętym kontrolą dwóch prezesów i czterech wiceprezesów, którzy zostali zwolnieni, otrzymało ponad 1,4 mln zł w formie wypłat, w tym wynagrodzeń i odpraw, bez uzasadnienia.

Andrzej Dybczyński zauważył, że NIK nie sprecyzowała, które konkretnie przepisy ustawy kominowej zostały rzekomo naruszone, a „ten sam kontroler wcześniej nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń co do praktyk wynagradzania menedżerów w 2021 r.”. „Co więcej, kontroler stwierdził, że po 20 latach służby można zwolnić człowieka z instytutu bez uprzedzenia, co przypomina epokę Bucholza z >Ziemi obiecanej<. Może to wpływ nowego prezesa z Łodzi?” – zażartował.

Zauważył ponadto, że „trwające skandale z udziałem prezydenta Cichockiego (dr Hubert Cichocki jest obecnym prezesem SBŁ – przyp. red.), polegające na usuwaniu apolitycznych specjalistów z ról kierowniczych w Łukasiewiczu i zastępowaniu ich politykami lub ich współpracownikami, zdecydowanie potwierdzają, że moje wysiłki na rzecz ochrony Łukasiewicza przed ingerencją polityczną, choć nieskuteczne, były uzasadnione”.

Z raportu kontroli NIK wynika, że na skutek niewystarczającego nadzoru ze strony Centralnego Biura Antykorupcyjnego i braku długofalowej strategii w instytucji panował nieporządek.

„Przez cały okres objęty kontrolą pełniłem funkcję prezesa SBŁ tylko przez 12 miesięcy w 2023 r. i jestem z tego roku dumny zawodowo. Raport NIK pokazuje, że w tym czasie zaczęło się kształtować wiele pozytywnych zmian: ustanowiliśmy system zarządzania Siecią, zainicjowaliśmy stypendia dla młodych naukowców, przygotowaliśmy niezbędne programy badawcze, obniżyliśmy wydatki na marketing i opracowaliśmy projekt strategii, której wdrożenie stało się niemożliwe ze względu na zmianę rządu. Czy udało mi się naprawić wszystko, co uznałem za niewłaściwe? Zdecydowanie nie” – wyznał były prezes SBŁ.

Kontrolerzy NIK odkryli również, że zarządzanie siecią przez Centrum Łukasiewicz było utrudnione przez „niedokładne raportowanie danych”. Stwierdzili na przykład, że CŁ ponad dziesięciokrotnie zawyżał przychody z komercjalizacji, gdyż obejmowały one tzw. własne wdrożenia, które według opinii prawnej zleconej przez obecnego prezesa SBŁ nie mogą być uznane za komercjalizację.

„To jedna z najpoważniejszych manipulacji nowych władz Sieci. Ustawa o Sieci Badawczej w artykule 1, punkcie 2 wyraźnie stanowi, że instytuty muszą prowadzić tzw. własne wdrożenia w ramach komercjalizacji – czego uczelnie nie mają obowiązku robić. Zdaniem kontrolera NIK sprzedaż szczepionki lub mikroprocesora opracowanego, opatentowanego i wyprodukowanego w Instytucie Łukasiewicza nie kwalifikuje się jako komercjalizacja – mimo że jest uznawana za taką na świecie. Czym więc jest? Czy byłoby lepiej, gdyby sprzedawała ją zagraniczna firma?” – pytał dr Dybczyński, odnosząc się do zarzutu.

NIK wskazała też, że mimo wydania z budżetu państwa kwoty 2,8 mld zł na SBŁ, jego działalność nie przyniosła żadnych znaczących efektów.

„Jeśli audytor NIK przewiduje rozwój nowoczesnych technologii w ciągu pięciu lat, powinien rozważyć stanowisko w Nieświadomej Izbie Quitologii i założyć bazę na Marsie w ciągu roku. Taka >krytyka< jest zniewagą i brakiem szacunku dla naukowców. Na całym świecie tworzenie organizacji podobnych do Łukasiewicza trwa zazwyczaj 20-30 lat, zanim zaczną przynosić oczekiwane rezultaty, zwłaszcza gdy przywództwo obejmuje doświadczony kierownik naukowy, a nie niedoświadczony polityk. Opracowanie nowego polimeru wymaga 10 lat badań, silnik odrzutowy zajmuje 15 lat, a nowy lek wymaga 20 lat” – powiedział PAP były prezes SBŁ, odpierając zarzuty.

Obecny prezes Łukasiewicz Research Network, dr Hubert Cichocki, również skomentował wyniki kontroli NIK dla PAP. „Zgadzam się z oceną Najwyższej Izby Kontroli dotyczącą braku wyników, które uzasadniałyby poniesione wydatki” – przyznał.

Dodał, że w pierwszych miesiącach jego urzędowania nowe kierownictwo wprowadziło nowe narzędzia monitorowania, które są wykorzystywane między innymi do przygotowywania ocen dla ministra dotyczących kwot dotacji dla instytutów sieci.

Prezes Cichocki przypomniał, że w wyniku kontroli NIK i śledztwa wszczętego na wniosek nowego kierownictwa Sieci Badawczej Łukasiewicz, wniesiono kilka pozwów cywilnych „związanych z odzyskaniem nienależnych środków publicznych przeznaczonych na badania i rozwój przez byłych kierowników SBŁ”. CŁ złożyło również wiele zawiadomień do prokuratury dotyczących m.in. wyrządzenia znacznej szkody finansowej majątkowi Łukasiewicza, skutkujących niekorzystnymi rozporządzeniami majątkowymi w celu osiągnięcia korzyści majątkowych oraz nadużycia władzy przez funkcjonariuszy publicznych.

Łącznie kwestionujemy decyzje lub wydatki na kwotę ok. 40 mln zł, ale

Źródło

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *